piątek, 10 października 2014

Rozdział 2 - Śpiąca królowa

 Natalia pov.

 Wybiła dwunasta, a my miałyśmy całą noc przed sobą. Zobaczyłam, że Julia śpi więc podeszłam by ją obudzić.
-Wstawaj! Zapomniałaś gdzie dziś idziemy?
-Na Boga ciszej, nie widzisz że próbuję spać?
-Dziś nie ma spania. Idziemy, szybko. Weź wszystko co potrzebujemy.
-Ale o co ci chodzi? - Popatrzyła na mnie jak na idiotkę, a potem odwróciła się i wróciła do spania. Zapomniała? Jak mogła zapomnieć. Przecież robimy to co roku odkąd...

Poczułam zapach dymu. 
Z drżącymi dłońmi i łzami w oczach ledwo widziałam moją siostrę. Odwróciła się w moją stronę.
-Czemu im to robią?
-Nie wiem. Mówią coś o czarnej magii.
-Ale czemu ich palą? - Wybuchła płaczem i wtuliła się we mnie.
-Nie wiem, ale wiem że jak teraz stąd nie uciekniemy to nas znajdą i też zabiją. Pamiętasz co nam kazali rodzice? Cokol...
-Cokolwiek by się działo nie oddajcie się w ręce ludzi.
Zaczęła płakać jeszcze bardziej, a przez to też ja. Poczułam jej łzy na ramieniu, wtedy wzięłam ją za rękę i pociągnęłam w głąb lasu.

 Moje myśli przerwał jej głos.
-Nie zapomniałam. Chodzi o to, że gdy nas złapią to...
Zobaczyłam łzy w jej oczach. Zupełnie jakbym widziała je wtedy.
-Nie płacz. Nic nam nie zrobią obiecuję.

 Julia jest moją młodszą o pięć lat siostrą, co sprawia że ma piętnaście. Nie jest jeszcze dorosła i nie powinna jeść ze mną ludzkich serc, ale odkąd zginęli nasi rodzice zmieniła się. Nie wiem czy na lepsze, ale na pewno jakoś. Nie żebyście sobie pomyśleli że gustuję tylko w ludzkich sercach, jadam dużo zwierząt owoców a nawet warzyw, ale ludzie smakują mi najlepiej.
-Jeśli chcemy, żeby nam się udało wszystko musi być idealnie, dlatego potrzebujemy tego. - Wyjęłam z płaszcza dwie, szklane fiolki z żółtym płynem.
-Nie, proszę Natalia nie. To smakuje jak siki ogra, albo gorzej.
-Nie marudź, inaczej nas zobaczą.
-No wiem, ale... - Uchyliła głowę i zaczęła wpatrywać się w podłogę.
Podałam jej miksturę.
-Pijemy na trzy. Raz... dwa... - Nie zdążyłam dokończyć, bo Julia wlała sobie płyn do buzi.
-Fuuuuu. - Skrzywiła się.
Wypiłam od razu po niej i odłożyłam puste fiolki na szafkę.
-Teraz jesteśmy niewidzialne.
-No jakbym nie wiedziała.
-Masz tą na sen?
-Co? Mleko?
-Nie, miksturę.
Odwróciła wzrok wbijając go znowu w podłogę.
-Zgubiłaś?
-Nie pamiętam gdzie są.
Boże. zawsze jest z tym jakiś problem. Jej pamięć jest taka jakby jej nie było.
-O, tam! Na szafce!
Rzeczywiście leżała na szafce. Niebieski, błyszczący płyn leżał sobie tam przez ten cały czas.
-Dobra bierz to. Idziemy. Pamiętaj mamy godzinę zanim niewidzialność przestanie działać.

 Przez całą drogę do królestwa słuchałam o tym jaka to ta mikstura była niedobra i że wrastają jej się paznokcie. Bardzo interesujące. Kocham ją, ale czasami nie mam już do niej cierpliwości. Gdy wreszcie doszłyśmy wejście do królestwa okazało się łatwiejsze niż przewidywałam. Brama z nie wiadomo jakiego powodu była po prostu otwarta a na warcie stało tylko dwóch strażników z czego jeden prawie spał a drugi bawił się nożem.
-Chyba kogoś oczekują.
-To niech sobie oczekują, my tu mamy człowieka do zjedzenia.
-Jak masz zamiar ją porwać?
-Zobaczysz. - Uśmiechnęłam się i przeszłyśmy przez bramę.
Szłyśmy tak przez miasto. W prawie wszystkich domach było ciemno. Praktycznie wszyscy spali. Było cicho jak nigdy. Nagle tą piękną ciszę przerwał głos Julii.
-Dziwne uczucie być niewidzialnym. Widzisz wszystkich, ale ciebie nikt. Dziwne prawda?
Nie chciało mi się odpowiadać na to pytanie. Było mi zimno  a tym bardziej zamarzała mi szczęka. -Dziwne że już w jesień jest tak zimno. Szykuje się sroga zima.
-Co?
-Co, co?
-No powiedziałaś coś.
-Tak? - Znowu się zapomniałam i myślałam na głos. Nie lubię tego. Niestety nad tym nie panuję gdy czasami się za bardzo zamyślę.
-Natalia, zamek.
Spojrzałam przed siebie i moim oczom ukazał się piękny, porośnięty lekko zielenią zamek. Aż żal mi było wykradać z niego człowieka, któremu zjem serce. Nie miałam jednak wyboru. Ci ludzie zabili moich rodziców.
-Brama jest zamknięta.
-Nie wygląda na to. - Powiedziałam uchylając drzwi.
-Nie... nieważne.

 Weszłyśmy do środka. Ku memu zdziwieniu nie było ciemno. Znalazłam się w największej sali - sali tronowej. Nawet nie myślę o tym jak dużo pomieszczeń musi znajdować się w tym ogromnym pałacu. Na suficie wisiało dziewięć żyrandoli, z czego tylko pięć było zapalonych. Na samym końcu sali znajdował się tron. Ogromny i czerwony jak te z bajek, które opowiadała mi matka. Pomimo tego że był piękny wyglądał na najniewygodniejszy tron jaki w życiu widziałam.
Zobaczyłam drzwi po prawej i po lewej. Pokoje najważniejszych osób powinny się znajdować raczej za tymi po prawej, tak więc podeszłyśmy do nich i je otworzyłam.
Na początku otwierałam je lekko, lecz potem po prostu pociągnęłam a moim oczom ukazała się kuchnia.
-Chyba jednak nie tutaj.
-A może jednak tak. Widzisz? Na końcu są kolejne drzwi.
-Fakt, dobrze że jesteś tak spostrzegawcza. - Julia zawsze miała sokole oko. Pamiętam to od dzieciństwa. Raz bawiłyśmy się w chowanego i dla zabawy wypiłam miksturę niewidzialności. Znalazła mnie bo zauważyła że krzak za którym się chowałam ułożył się w dziwny kształt.
To były piękne czasy. Dzieciństwo.
-Chodź, tutaj.
Zamyśliłam się i nie wiedziała co się dzieje, jak się okazało Julia zdążyła już otworzyć drzwi.
-Gdzie? - Zaśmiałam się. - Nie widzę cię.
-No otworzyłam te drzwi i tu jest jakiś korytarz.
Rzeczywiście za drzwiami rozciągał się długi na czterdzieści stóp* korytarz.
To musiał być ten korytarz. Teraz pozostało tylko wybrać dobre drzwi. Jest ich dziesięć, więc naprawdę nie wiem w które wejść, by znaleźć się w komnacie królowej.
-Wiesz które? - Pytam Julii.
-Pewnie te ostatnie.
-Tylko które ostatnie?
-Nie wiem. Spróbujmy wejść w te lewe. Co może się stać?

 Ja jednak myślałam że coś może się stać. Ufam jej więc zebrałam się w sobie i lekko pociągnęłam klamkę w dół, po czym zaczęłam uchylać drzwi by zobaczyć co jest w środku. Nie zobaczyłam jednak nic oprócz ciemności, więc otworzyłam je szerzej i ujrzałam cały pokój.
-Jakieś pudła i skrzynie, ani śladu łóżka. To nie sypialnia tylko magazyn.
-Magazyn? Dziwne rozmieszczeni pokoi jest w tym zamku.
Zamknęłam drzwi i poczułam jak coś ostrego wbija się w mój kciuk.
-Au!
-Cicho! - Powiedziała Julia zatykając mi buzię. -Co ci jest?
-Nie wiem. - Poparzyłam na mój kciuk. -A niech to. Drzazga.
-Dobra przeżyjesz, nie mamy teraz czasu żeby bawić się w wyjmowanie ci drzazgi.
-Wiem przecież. - Mówiła do mnie jakbym była co najmniej upośledzona psychicznie. Nienawidzę gdy to robi.
-Otwieraj na trzy. Raz... - Ale oczywiście Julia nie czeka aż odliczę do trzech i otwiera wcześniej. Jak zwykle.

 Lekko uchyla drzwi i zagląda do środka.
To tutaj. Król i królowa leżą na swoim wielkim łożu.
-Stań obok nich i gdy tylko ktoś się wybudzi podetknij pod nos tą miksturę.
-Jaką miksturę?
Czy ona właśnie spytała jaką miksturę? Cooooo?
-Kazałam ci wziąć tą niebieską miksturę z szafki...
-No i wzięłam.
-To co się pytasz jaką.
Wtedy ni z tego ni z owego Julia wybucha śmiechem. Nie głośnym, ale takim cichym.
-Hahahahahaha, szkoda że nie widziałaś swojej miny, była epicka. Hah.
Ona się ze mnie śmieje? To jest sprawa życia i śmierci a ona śmieje się w najbardziej ryzykownych momentach. Nie wiem co by było jakby nas złapali. Nie chcę o tym myśleć. Nie wiem co mam jej powiedzieć, więc po prostu pytam:
-Serio?
Jej usta opadają i z uśmiechu zmieniają się w strach.
-Przepraszam, jak panikuję to zaczynam się śmiać.
-Od kiedy?
-Od... teraz?
-Dobra nie ważne, wchodzimy.

 Weszłyśmy na paluszkach do pokoju. Jedyne światło jakie się w nim paliło to świeczka stojąca na szafce obok łóżka królowej. Królowa boi się zasypiać po ciemku? Z resztą nie obchodzi mnie kto jak zasypia przyszłam tu po...
Nagle coś dotyka mnie w plecy i słyszę szept.
-Za tobą. Popatrz.
Odwróciłam się, a moim oczom ukazała się mała, drewniana kołyska. W środku leżała ona - księżniczka.
-Jest słodka.
-Miejmy nadzieję, że smakuje tak samo jak wygląda.
Patrzyłam przez chwilę na śpiącą księżniczkę. Gdy nagle usłyszałam odgłos dochodzący zza moich pleców... To był król. Odwróciłam się i zobaczyłam jak się przeciąga i ziewa. Skamieniałam ze strachu.

 Król jednak nie miał zamiaru wstać. Odwrócił się na drugi bok i przytulił królową, po czym chyba znowu zasnął. Stałam tak zastygnięta, po czym popatrzyłam w stronę gdzie pewnie stała moja siostra.
Julia powiedziała, że mam być cicho po czym wyjęła dziecko ostrożnie z łóżeczka, żeby jej nie obudzić i przystawiła jej miksturę snu pod nosek.
Teraz miałam pewność, że się nie obudzi. Dziwnie patrzeć na niewidzialną Julię, która ma dziecko na rękach, bo widać samo dziecko. Wygląda to co najmniej komicznie. Wybiegłyśmy z zamku najszybciej jak się dało. Gdy byłyśmy już w lesie dochodziła trzecia w nocy bo mogłam widzieć Julię, co oznaczało że mikstura przestała działać.

 Szłyśmy już ścieżką prowadzącą do naszej chatki gdy nagle zaczęłam słyszeć rozmowę. Popatrzyłam na Julię.
-Słyszysz?
-Tak. Zobaczmy co tam się dzieje.
-Ale przecież...
Nie zdążyłam powiedzieć, że mam na rękach księżniczkę i zaczyna mi być z nią trochę ciężko, ale poszłam za nią.
Im bliżej się zbliżałyśmy tym głośniej słychać było rozmowę która zmieniała się powoli w ostrą wymianę zdań a w końcu w kłótnię. Zobaczyłam dwa centaury, kobiety centaury. Stały obok leśnego elfa i strasznie się kłóciły.
-Co się tu dzieje? - Spytała Julia.
-A co ci do tego? - Odpysknął jej elf.
Spojrzałam na centaury. Jedna z nich patrzyła na mnie jakby zobaczyła ducha. Wyszeptała nawet cicho modlitwę. Druga zaś spojrzała na księżniczkę, a później na mnie, prosto w oczy.
-Kto to? - Spytała patrząc na dziecko.
-Nie twój interes.
-Właśnie, że mój.
W tym momencie elf odwrócił się w naszą stronę. Zobaczyłam że w rękach trzyma jedzenie - jabłka, gruszki i dziczyznę.
Spojrzał na mnie podejrzliwie, a potem na osobę, którą trzymałam w rękach.
-Kto to? - Spytał swoim niemiłym głosem.
-Nie twoja sprawa.
Wtedy jedna z centaurów - ta która odmówiła modlitwę popatrzyła w moją stronę i krzyknęła:
-To księżniczka!
_______________________________________________________________________________

Czytaj!
Jak pewnie zauważyliście to mój drugi rozdział, więc nie jest idealny, ale wiedzcie że naprawdę się staram żeby był jak najlepszy. Przepraszam że musieliście czekać aż dwa tygodnie. >.<
Pov. - Chodzi o to, że opisuję akcję z perspektywy wiedźmy Natalii, jak pewnie zauważyliście podczas czytania.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że miło się czytało.
Z góry przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne itd.



piątek, 26 września 2014

Rozdział 1 - Żabi król

-Nie pasuje!
-Jak to?
-No nie widzisz?
Odwróciłam się do mojej służącej Ali, ze łzami w oczach i zaciśniętymi pięściami. Byłam strasznie zdenerwowana, że nie mogę znaleźć tej jedynej.
-Może ta? - Powiedziała z drżącym głosem.
-Spojrzałaś w ogóle na nią? Za bardzo uroczysta!
-Więc ta.
-Za mało uroczysta!
Zauważyłam że w tym dniu Ala była jeszcze bardziej zmęczona niż ja. To całe wybieranie sukni powinnam była załatwić wcześniej, a nie zostawiać na ostatnią chwilę.
-Przepraszam, że tak krzyczę, ale wiesz jakie to dla mnie ważne.
-Wiem, Pani.
Usiadłam na łożu i już miałam pogrążyć się w rozpaczy, gdy nagle Alicja wróciła.
-Może ta?
Odwróciłam się, by ujrzeć suknię.
-Najpiękniejsza jaką znalazłam, królowo, mówiłam że królowa chce niebieską ale...
-Jest idealna. - Powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Poczułam, że trochę mi ulżyło, ale miałam jeszcze całą ceremonię do zaplanowania. Alicja nadal stała przy szafie uśmiechając się szeroko, wiedziała że już jej nie potrzebuję.
-Dobrze, możesz już iść do miasta czy gdzieś tam, resztą się zajmę sama.
-Dziękuję, Pani.

 Ludzie myślą, że życie królowej i króla jest proste jak pień drzewa. Są w ogromnym błędzie, gdyż to właśnie my zarządzamy tym całym królestwem. No dobra, prawie całym, ale nie lubię jak namiestnik czy ktoś kogo ledwo znam mają ustalać jakie wykorzystać materiały do udekorowania sali na chrzest mojej córki. Tak po prostu. Dlatego teraz mam zamiar wybrać się na obrady małej rady.

 Zakładam moją suknię i wychodzę z sypialni. Idę wzdłuż korytarza z pokojami najważniejszych osób w królestwie, potem w lewo i po schodach aż w końcu po dwóch minutach docieram do kuchni, by napawać się zapachami potraw gotowanych na uroczystość.
-Mmmm, co to za zapach? Wyczuwam jabłka.
-To nasz nowy eksperyment, królowo! - Odezwało się naraz sześć kucharek. -Ciasto z jabłkami.
-Brzmi interesująco, mogę spróbować?
-Oczywiście.
Wzięłam widelec w dłoń i wbiłam go w ciasto. Włożyłam widelec do ust.
-Wyśmienite, podacie to wszystkim gościom?
-Naturalnie, królowo. - Powiedziała Stella, najlepsza z kucharek. Nie żebym ją wyróżniała, wszyscy nazywają ją królową kuchni. Nie przeszkadza mi to, więc niech tak zostanie, to ona zarządza w kuchni (nie licząc mnie)

 Wyszłam pospiesznie z kuchni i oblizałam kącik ust, na którym został jeszcze okruszek ciasta. Dotarłam do sali gdzie właśnie zaczynała się obrada małej rady. Gdy weszłam wszyscy wstali. Stanisław, mój mąż a zarazem król przywitał mnie tak jak zwykle.
-Pięknie dziś wyglądasz Joasiu.
-Ty też, żabciu.
Nie lubię gdy zdrabnia moje imię tym bardziej przy innych. Nie wiem czemu. Dlatego zawsze wtedy przypominam mu że kiedyś był 'żabim królem'. Wiedźmy potrafią namieszać, ale to długa historia zakładam że wszystkim znana. Koniec końców uratowałam go od klątwy pocałunkiem w jego żabie usta. No cóż nie zawsze możemy całować pięknych chłopców.
 Jednak on uwielbia mi dokuczać i jakoś go nie obchodzi, że w przeszłości był zielonym, skaczącym płazem.

-Ogłaszam rozpoczęcie obrad małej rady. - Powiedział Stanisław i wszyscy zgodnie zasiadli do owalnego stołu przy którym stały drewniane krzesła.
-Jak wiecie planujemy...
-APSIK! - Namiestnik  wydobył z siebie chyba najgłośniejsze kichnięcie jakie kiedykolwiek słyszałam. Uśmiechnęłam się, nie ukrywam to mnie rozbawiło.
-Na zdrowie. - odezwał się Zbigniew, mój doradca.
-Dziękuję. - odpowiedział namiestnik.
-Już? - Spytał poirytowany Stasiek.
-Tak, przepraszam.
-Nie przepraszaj, wiemy że jesteś chory.
Staś wziął głęboki wdech, a potem wydech i rozpoczął przemowę.
Znowu.
-Jak zapewne wiecie, planujemy od czterech dni chrzciny naszej córki. Jestem zadowolony, że wszyscy się w to zaangażowaliście, dlatego właśnie tu jesteście. Musimy dobrać dekoracje. Na chrzcinach będą wszyscy, od szlachty do mieszczan, dlatego wystrój musi być adekwatny. Czerwień, jak w naszej fladze będzie kolorem przewodnim. Powiedzcie który zestaw mamy rozwiesić? Czerwony ze srebrnym, czy złotym?
-Złoto bardziej pasuje do czerwieni. - zaczął Zbigniew - Macie złote korony, toteż dlatego.
Mądrze mówił, zawsze wybiera złoto ponad srebro. Dlatego właśnie mądrze mówił.
-Niech będzie. Dobrze, to mamy za sobą. Teraz co do stołów, postawimy jeden większy na środku, czy dwa, węższe, ale po bokach.
-Na pewno nie na środku. - Za żadne skarby nie postawię jednego stołu na środku. Pamiętam co było ostatnio gdy to zrobiliśmy.
-Masz absolutną rację Joasiu. Czyli to też załatwione, co do jedzenia...
Przerwałam mu tutaj.
-Kucharki już gotują to, co im kazałam.
-Aha. No to... chyba już wszystko. Reszta ozdób jest już wystawiona. Dobrze, przejdźmy dalej, teraz porozmawiajmy o...
Wyłączyłam się na chwilę i zaczęłam przypominać sobie moją córkę.


-To dziewczynka!
-Przeżyłam?
-Tak.
-Mogę ją potrzymać?

-Naturalnie.
Wzięłam dziecko na ręce i patrzyłam na jej uśmiechniętą twarz, o dziwo od razu po narodzinach w ogóle nie płakała.
-Jest zdrowa?
-Jak najbardziej.
-To najważniejsze.
-Wie królowa jak będzie miała na imię?
Do głowy zaczynały napływać mi najróżniejsze imiona jakie kiedyś usłyszałam, lub przeczytałam, nie musiałam jednak długo nad tym myśleć.
-Maria.

Wtedy usłyszałam głos Staśka.
-A ty? Co o tym sądzisz Joasiu? Joasiu?
-Ja?
Stasiek rozejrzał się po pokoju.
-Kochanie, wszystko w porządku?
-Przepraszam, chyba się wyłączyłam. Mógłbyś powtórzyć?
Spojrzał na mnie jakby z zakłopotaniem.
-Co sądzisz o tym, żebyśmy zaprosili jeszcze cesarza Negiwi?
-Przecież zaprosiliśmy już trzech króli i jeszcze króla Ifrai z jego trzema córkami.
-Jeden więcej nic nie zaszkodzi.
-No dobrze, w takim razie zaprośmy i jego.
-Tym sposobem chyba możemy zamknąć dzisiejsze obrady. Do widzenia wszystkim.

 Wyszłam z sali jako pierwsza, pomimo tego doszedł do mnie Stasiek.
-Wszystko dobrze? Nie możesz się tak po prostu wyłączać na obradach małej rady.
-Wiem, przepraszam, myślałam o Marii.
-Pójdę sprawdzić co u niej.
-Dzięki, ja będę w sadzie.
-Papa.
Żegnamy się 'niby cmoknięciem' w policzek i rozchodzimy w dwie różne strony.

 Po pięciu minutach marszu dotarłam do sadu. Weszłam głównym wejściem i skręciłam w lewo. Patrzyłam na piękne, zielone krzaki i drzewa: grusze, śliwy, w końcu skręcam w aleję z jabłkami. Kocham jabłka, dlatego też jest to moja ulubiona aleja. Drewniana ławka na której zawsze siadam znajduje się pod najwyższą jabłonią. Tak, kiedyś już spadło mi jabłko na głowę, ale to było gdy jeszcze byłam dzieckiem. Teraz wiem w którym miejscu usiąść, żeby nie doświadczyć ataku jabłek. Usiadłam wśród szumu liści. Wiatr muskał moją twarz i włosy.

 Przez godzinę siedziałam i myślałam co będzie jutro. Po czym wstałam z ławki, gdyż zaczęło się już ściemniać i udałam się do sypialni. Zdjęłam z siebie suknię i nałożyłam piżamę. Stasiek już spał na naszym wielkim łożu. Położyłam się z drugiej strony po cichu żeby go nie obudzić. Słońce już zaszło, lecz nie przeszkadza mi to, bo wiem, że gdziekolwiek jestem tak długo jak jestem na terenie królestwa nic nie może skrzywdzić mnie mojej rodziny, czy nawet poddanych. Tak przynajmniej myślałam.

_________________________________________________________________________________

Czytaj!
Jak wam się podoba? Wiem, że strasznie krótki, ale taki właśnie miał być. Ten pierwszy rozdział.
Na zachętę mogę powiedzieć, że będzie tylko lepiej. I dłużej!
Napiszcie proszę czego chcecie więcej, a czego mniej. To by mi pomogło.
Z góry przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne.



Prolog

 Za siedmioma górami, lasami, rzekami i jeszcze dziesięć zamków dalej, w pięknej, średniowiecznej Europie było sobie królestwo. Królestwo to otaczała szeroka na dziesięć metrów fosa, więc do środka dostać się dało tylko za pomocą zwodzonego mostu. Dookoła niego rosły piękne, zielone lasy. Łąki pokrywały obszar między lasami a zamkiem, na nich zaś znajdowały się piękne pola z pszenicą i innymi warzywami. Największy obszar zajmował sad. mieścił się po lewej stronie królestwa. Królowa uwielbiała tam przebywać, a szczególnie w alejce z jabłkami.